360REV

Kolejny blog oparty na WordPressie

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle

Za każdym razem, kiedy w napędzie mojego Xboxa ląduje gra o drugiej wojnie światowej, zastanawiam się czy ten najbardziej okrutny okres XX wieku już kojarzy się z rozrywką, czy musi upłynąć jeszcze trochę czasu. Na wieść o kolejnej pozycji poświęconej temu konfliktowi zbrojnemu nie oszalałem z zachwytu. Potem zobaczyłem trailer, kilka filmów z gameplay’em i poczułem, że chce sobie zagrać w The Saboteur.

Najważniejsze w ostatniej produkcji Pandemic Studios jest całkowicie nowe podejście do kwestii drugiej wojny światowej. Tym razem nie jesteśmy żołnierzem, który, prowadzony za rączkę niczym siedmiolatek do szkoły, likwiduje mniej lub bardziej rozgarniętych Niemiaszków, ale wcielamy się w irlandzkiego mechanika kierowanego silną potrzebą zemsty. Akcja Saboteur’a dzieje się w Paryżu. Chociaż właściwie mapa obejmuje połowę Francji, co mniej obeznanym z geografią graczom da mylne wrażenie co do jej autentycznych rozmiarów. Mimo to, bardzo duży i różnorodny świat jest jedną z największych zalet gry.

Drugim, równie istotnym atutem, Saboteur’a jest ścieżka dźwiękowa. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, bo wymaga trochę więcej niż odrobinę muzycznego wyrafinowania, ale doskonale oddaje klimat gry. A skoro już zacząłem o atmosferze, to nie sposób pominąć chyba najbardziej odkrywczego pomysłu funkcjonującego w Sabotażu. Pamiętacie jeszcze grę GTA San Andreas? Dopuszczę się teraz przerażającego uproszczenia, ale liczę na wyrozumiałość. Rozgrywka we wspomnianym GTA polegała miedzy innymi na przejmowaniu kontroli nad dzielnicami. Te, które udało nam się przejąć, zabarwiane były na mapie na kolor naszego gangu. Chłopcy z Pandemic poszli o niejeden krok dalej i kolorami zabawili się nie tylko na mapie, ale i w świecie gry. Obszary, które kontrolowane są przez nazistów są czarno białe, mroczne, ciemne i przez większość czasu pada tam deszcz. W miarę jak kontynuujemy rozgrywkę, wzbudzamy ducha walki z okupantem w mieszkańcach poszczególnych dzielnic i kolory powracają, a na niebie króluje słońce. Subiektywnie uważam, że uzyskany efekt jest genialny, zwłaszcza, że przemieszczając się pomiędzy strefami kolory zmieniają się stopniowo i płynnie.

Niestety, Saboteur ma też wady. Po pierwsze, gra jest wolna niczym polska kolej. Nie wiem czemu, ale każda czynność, którą wykonuje Sean Devlin, bohater, musi składać się z kilku denerwujących elementów. Weźmy na przykład wsiadanie do samochodów… Podchodzisz do auta, wciskasz Y i… możesz skoczyć do kuchni zrobić sobie kisiel, a jak wrócisz to Sean pewnie będzie właśnie odpalał silnik. Wysiadanie nie jest ani trochę łatwiejsze, a nasza postać będzie uparcie zamykała drzwiczki, nawet pod ostrzałem. Zresztą, to akurat nie stanowi problemu, bo przy takiej celności, naziści z gry, nie trafiliby nawet w ścianę stodoły stojąc w samym jej środku. Zmiana poziomu trudności niewiele w tej kwestii zmienia, a w połączeniu ze stale poprawiającym się zdrowiem Devlina sprawia, że w rzeczywistości nasz bohater jest niemal nieśmiertelny. Wspinanie się po budynkach i innych obiektach też niestety ucierpiało z powodu niskiego tempa rozgrywki. Złe wrażenie potęguje słabo rozwiązany mechanizm pełzania po ścianach. Odwrotnie niż w Assassin’s Creed, tutaj trzeba wciskać A za każdym razem jak chcemy wybrać krawędź nad lub pod sobą. Co prawda, z początku nawet mi się to podobało, ale po prawie pięćdziesięciu godzinach zabawy, jedyne słowa jakie przychodziły mi do głowy podczas wspinaczki nie nadają się do przytoczenia.

Po drugie, po trzecie i po czwarte opisałem powyżej. Zostaje po piąte, największą i w żaden sposób nie dającą się pominąć wadą Soboteur’a jest NUDA. O ile fabuła i charakterystyka postaci są naprawdę świetne, o tyle misje jakie przyjdzie nam wykonać są śmiertelnie monotonne. Na przykładzie pierwszych części Assassin’s Creed i Just Cause doskonale widać, że jest to coś, co może zniszczyć każdy, nawet najlepszy pomysł na grę. Fenomenalny klimat, świetna muzyka, fantastyczni bohaterowie i świetne dialogi z pewnością nie zrekompensują wielu godzin „zmarnowanych” na wykonywanie podobnych do siebie jak dwie krople wody misji. Szczególnie w przypadku celów gry swobodnej.

The Saboteur to pewna forma pożegnania studia Pandemic z graczami. Stworzyli grę, której nikt tak naprawdę nie potrzebował. EA, który właśnie wręczał pracownikom Pandemic wypowiedzenia, potraktował Sabotaż jako zapchajdziurę pomiędzy Dragon Age i Mass Effect 2. Mimo to, powstała gra, która wniosła coś nowego. Gra, która ma sporo wad, ale ma też sporo zalet. Charakterystyczni bohaterowie, świetny klimat, jedno całkowicie nowatorskie i rewolucyjne rozwiązanie oraz fantastyczna ścieżka dźwiękowa sprawiają, że po ukończeniu gry, nie pomyślisz, że zmarnowałeś od 20 do 40+ godzin.

Czas wymagany do ukończenia gry: od 10 do 50 godzin
Poziom trudności achievementów: 1/10
Ilość przejść wymaganych do odblokowania wszystkich punktów: 1

Dodaj do:
  • RSS
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • PDF

Tagged as , , + Categorized as Recenzje

2 Comments

Trackbacks & Pingbacks

  1. BRUCE


    CheapTabletsOnline.Com. Canadian Health&Care.Best quality drugs.No prescription online pharmacy.Special Internet Prices. No prescription pills. Order drugs online

    Buy:Amoxicillin.Ventolin.Nymphomax.Acomplia.Zetia.Seroquel.Zocor.Aricept.Wellbutrin SR.Female Cialis.Lipitor.Lasix.Buspar.Cozaar.Prozac.Lipothin.Benicar.Advair.SleepWell.Female Pink Viagra….

  2. ARTURO

    Abilify@official.site” rel=”nofollow”>.

    Buywithout prescription…

Leave a Reply